- O której to się wraca co.??? – po jego minie było widać, ze był wściekły. - Chyba dziś po raz ostatni wypuściłem cie z domu! – była przerażona, z jej oczu poleciało morze łez. Pobiegła do pokoju i szybko zamknęła drzwi na klucz. Ojciec długo dobijał się żądając otworzenia drzwi. Po co najmniej godzinie jednak zaprzestał.
Dziewczyna postanowiła wyjść, ojciec jak zwykle spał na kanapie, zerknęła do lodówki, była pusta. Jej strach nagle wzrósł, wiedziała, że będzie awantura, nie chciała do tego dopuścić, jednak kompletnie nie wiedziała co ma zrobić aby ukryć przed ojcem brak jedzenia, nagle coś się jej przypomniało. Znajoma ojca ma warzywniak, Caroline postanowiła, że poprosi ją o jedzenie. Wiedziała, że ten plan nie ma prawa się udać, tym bardziej, że nie ma pieniędzy, jednak musiała zaryzykować. Po 10 minutach dotarła do warzywniaka.
- Dzień dobry. – powiedziała.
- O proszę, jaki rzadki gość. – odparła kobieta.
- Słuchaj Caroline, jeżeli James znowu wysłał cię po to abyś kupiła mu jeszcze jedne piwsko to na mnie nie licz!- wykrzyknęła.
- Nie, nie oto chodzi. – zaprzeczyła cichym tonem.
- O… więc o co.? – spytała uspokojona.
- Skończyło nam się jedzenie, a nie mamy pieniędzy… myślałam, że może pani… znaczy… - Caroline było strasznie wstyd, nie mogła patrzeć kobiecie w oczy, chciało jej się płakać, próbowała to powstrzymać, jednak emocje w końcu zwyciężyły. - Przepraszam, nie powinnam pani oto prosić.- powiedziała ocierając łzy.
- Zaczekaj! Nie płacz dziecino, nie powinnam tego robić po tym jak James mnie skrzywdził, ale… w końcu… nie zawiniłaś Ty, tylko on . – odparła kobieta obejmując Caroline. - Zaczekaj tutaj, zaraz przyniosę ci jedzenie. – wyszeptała. Dziewczyna nie mogła uwierzyć w to co usłyszała. Otrzymała jedzenie, po mimo, że nie miała ani grosza! Ten dzień chyba nie należał do najgorszych. Po minucie kobieta przyniosła dla Caroline dwa ogromne wory jedzenia. - Masz i przychodź kiedy tylko ci czegoś zabraknie słoneczko. – powiedziała ponownie obejmując Caroline. - Nie zasługujesz na taki los kochanie, gdyby żyła twoja mama na pewno nie dopuściłaby do tego. – dodała .
- Naprawdę dziękuję nie wie pani ile to dla mnie znaczy.- mówiła Caroline z łzami w oczach, po czym wyszła. Wróciła do domu cichutko otwierając drzwi. Szła na palcach idąc w stronę kuchni rozglądając się przy okazji za ojcem. Nie widziała go nigdzie. Wchodząc do kuchni stanęła w osłupieniu … ojciec siedział przy stole! Upuściła worki z którego wypadło jedzenie.
- Gdzie kolacja.? – zapytał wpierw łagodnym tonem.
- Tato… ja…- zaczęła Caroline.
- Co to za wory.? – pytał dalej nie dając Caroline szansy się wysłowić.
- Tato…
- Okradłaś sklep.??!! – przerwał jej ojciec.
- Nie! Nigdy bym tego nie zrobiła!
- Nie podnoś na mnie głosu! –Caroline była bezsilna, nie mogła zdradzić ojcu skąd zdobyła pożywienie, lecz jednocześnie nie mogła dopuścić do tego aby ojciec uważał ją za złodziejkę, bo wtedy nie opuszczałby jej na krok.
- Przepraszam.
- Ja mam nadzieje. – odparł łagodniej. - Skąd masz te worki.?
- Do… dostałam.
- Od kogo.? – w jego oczach było widać zaciekawienie i jednocześnie zdziwienie.
- Od… od…
- Caroline mów! – ojciec nie wytrzymał nieposłuszeństwa Caroline i uderzył ją z całej siły w policzek.
- Od pani Stelli! – wykrzyknęła płacząc.
- Od Ste… od Stelli.? – ojciec odsunął się od niej gwałtownie. - Jak mogłaś wziąć jedzenie od Stelli.??- był wściekły, chciał po raz kolejny uderzyć córkę, jednak powstrzymał się widząc łzę spływającą po jej policzku. - Dobra z ciebie dziewczyna. – powiedział uspokojony.
- C… co.? – Caroline nie mogła uwierzyć w to co właśnie usłyszała, jej ojciec powiedział pozytywne zdanie na jej temat sam z siebie.
- Masz złote serce, bez ciebie nie dałbym sobie rady. – powiedział łapiąc dziewczynę za ręce.
- Caroline… Caroline słyszysz.? – nagle zaczął ją ktoś szarpać. - Caroline wstawaj! Śniadanie samo się nie zrobi! – okazało się, że to był tylko sen.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz