Przez chwilę było jej nawet przykro, jednak wiedziała , że słowa ojca były zbyt piękne by okazały się prawdziwe. Na reszcie doczekała się tak wyczekiwanego przez nią piątku. Jak zwykle rano zrobiła ojcu śniadanie, wyszykowała się i ruszyła w stronę liceum. Gdy tak szła tradycyjnie nucąc sobie fragment swojej ulubionej piosenki poczuła, że ktoś ją szturchnął…. To był Erik.
- Oj sorry! – wykrzyknął.
- Spokojnie, nic się nie stało.
- Caroline… to Ty. – gdy na nią spojrzał od razu się uśmiechnął.
- Gdzie się tak śpieszysz.?
- W sumie, to nigdzie. – zrobił małą przerwę po czym zaproponował. - Czy nie zechciałabyś pójść ze mną do szkoły.?
- A co na to twoi znajomi.? – Caroline szukała jakiejkolwiek wymówki.
- Mam gdzieś co myślą, oni w ogóle cie nie znają. – w tamtej chwili miała ochotę rzucić mu się na szyje, lecz tak dużo rzeczy ją hamowało, między innymi ojciec.
- To co, idziemy.? – spytał ponownie.
- Dobrze. – zdecydowała się, po dłuższym namyśle. Idąc z Erikiem do liceum Caroline nigdy nie bawiła się tak świetnie, nawet będąc na łące.! Chłopak opowiadał różne kawały i żartował razem z Caroline tak jak jeszcze nikt. Na kilometr było widać, że tych dwoje świetnie czuje się w swoim towarzystwie. Dziewczyna nie spodziewała się tego, uważała Erika za kompletnie inną osobę, a tym czasem on był taki jak ona! Rozumieli się bez słów. Dzięki niemu lekcje minęły wyjątkowo szybko. Gdy Caroline szła w stronę łąki czuła się dziwnie, tak jak gdyby była śledzona, rozglądała się wiele razy, jednak nikogo nie widziała. Doszła na miejsce, usiadła tam gdzie zawsze przy strumyku, zaczęła śpiewać.
Chill out whatcha yelling´ for .?
Lay back it´s all been done before
And if you could only let it be
You will see
I like you the way you are
When we´re drivin´ in your car
And you´re talking to me one on one but you´ve become
Somebody else round everyone else
You´re watching your back like you can´t relax
You´re tryin´ to be cool you look like a fool to me
Tell me
Why you have to go and make things so complicated .?
I see the way you´re
Acting like you´re somebody else gets to me frustrated
Life´s like this you
And you fall and you crawl and you break
And you take what you get and you turn it into
Honestly and promise me I’m never gonna find you fake it
No, no, no
You come over unannounced
Dressed up like you´re somethin´ else
Where you are and where it´s at you see
You´re making me
Laugh out when you strike your pose
Take off all your preppy clothes
You know you´re not fooling anyone
When you´ve become
Somebody else round everyone else
Watching your back, like you can´t relax
Trying to be cool you look like a fool to me
Tell me
Why you have to go and make things so complicated .?
I see the way you´re
Acting like you´re somebody else gets to me frustrated
Life´s like this you
And you fall and you crawl and you break
And you take what you get and you turn it into
Honestly and promise me I’m never gonna find you fake it
No, no, no
- Więc tutaj znikasz na całe dnie. – usłyszała głos, męski głos, to był Erik.
- Erik! – wykrzyknęła. - Jak Ty tutaj….??
- Masz śliczny głos. – podszedł bliżej. - Dlaczego tak boisz się odezwać, bądź zaśpiewać.? – spytał.
- Wiesz, to trochę bardziej skomplikowane niż ci się wydaje. – czuła się trochę skrępowana. - Szedłeś za mną.?
- Przepraszam, ale zawsze tak trudno jest z tobą pogadać, a ja muszę ci coś powiedzieć. – po jego wyrazie twarzy było widać, że to coś bardzo pilnego.
- Tak.?
- Ja… - Erik zbierał się na siłach, aby wypowiedzieć resztę zdania, gdy nagle… na łące pojawił się jej ojciec!
- Caroline!
- Tata. – była przerażona, wiedziała, że musi jakoś obronić Erika przed ojcem.
- Kim jest ten chłopak.??!!
- To mój kolega, poprosił mnie czy mogłabym mu pożyczyć zeszyt od biologii, to wszystko.
- To prawda.? – skierował wzrok na chłopaka.
- Tak. – widząc podejrzliwość na twarzy ojca Caroline, Erik dodał. – Jest tak jak mówi Caroline.
- To dobrze.
- Co Ty tutaj robisz.?
- To nie twoja sprawa, marsz do domu. – rozkazał, a następnie zwrócił się do Erika. - A panu już dziękujemy. – wypowiedział to zdanie z wielką radością, nikomu oprócz niego nie była ona znana, jednak dało się ją usłyszeć.
- To do zobaczenia. - powiedział szeptem do Caroline.
- Erik, zapomniałeś zeszytu! – wykrzyknęła, gdy ten był już daleko od niej. Będąc pewna, że ojciec jej nie widzi pobiegła w stronę chłopaka. - Erik, ja cię tak strasznie przepraszam, nie miałam pojęcia, że mój ojciec się zjawi, jeszcze nigdy dotąd tu nie przychodził, a Ty jeszcze chciałeś mi coś powiedzieć… tak cię prze… - dziewczyna nie zdążyła dokończyć zdania, gdy Erik przytulił ją.
- Nic nie szkodzi, powiem ci jutro. – wyszeptał jej na ucho , po czym dał jej buziaka w policzek i odszedł. Poczuła, że coraz bardziej układa jej się z Erikiem, co było praktycznie niemożliwe, jednak to działo się naprawdę. Do końca dnia głowę zaprzątała jej inna rzecz, po co ojciec przyszedł na łąkę.? To było niezwykle interesujące, a przy tym podejrzane.
Nastał kolejny dzień, nareszcie była to sobota, uwielbiała je. Od samego rana była w dobrym humorze, gdy wstała była zdumiona, ojca nie było w domu! Jednak Caroline to nie przeszkadzało, nareszcie miała chwilę prywatności i mogła swobodnie poruszać się po domu. Nadeszła 12:00, drzwi od domu otworzyły się, w ich progu stanął ojciec.
- Tato, wróciłeś. – w jej głowie rodziły się myśli o spotkaniu z Erikiem.
- Wydaje mi się, czy widzę uśmiech na twojej twarzy.? – spytał poważnym tonem, tak jakby uśmiech był najgorszą zbrodnią na świecie.
- Nie, znaczy tak, znaczy… - czuła się niekomfortowo, nie miała pojęcia co powiedzieć. - Mogę pójść na łąkę.? – spytała niepewnie. - Śniadanie jest zrobione, jeszcze gorące.
- Idź. – westchnął.
Caroline wyszła z domu i szczęśliwa pobiegła w stronę łąki. Poszła na swoje ukochane miejsce, Erik był tam.
- Cześć.
- Caroline. – widać że był zdziwiony, jednak jej widok bardzo go ucieszył. - Ślicznie wyglądasz. – odparł, gdy ona już podeszła do niego wystarczająco blisko.
- Dziękuję. – Caroline poczuła, że chłopak próbuje złapać ją za ręce, nie była pewna czy powinna się zgodzić, jednak zaryzykowała.
- Wiesz…
- A tak, chciałeś mi coś powiedzieć. – uśmiechnęła się do niego, aby dodać mu odwagi.
- Masz taki śliczny uśmiech. – było mu trudno, Caroline myślała o pewnej rzeczy, która wydawała jej się niemożliwa. - Mógłbym go oglądać codziennie… bo zawsze gdy go widzę… od razu jest mi weselej. – w oczach Caroline pojawiły się łzy szczęścia. Nie potrafiła opanować emocji. Nagle zauważyła kogoś za drzewem. Pobiegła w tamtą stronę, zauważyła uciekającą dziewczynę z komórką w dłoni, wiedziała, że to może oznaczać tylko jedno, czuła się okropnie, pobiegła w stronę domu nie zatrzymując się na wołania miłości.
*Tekst piosenki Avril Lavigne „Complicated”

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz