środa, 9 lipca 2014

Rozdział VIII

- Dlaczego uciekłaś.? – spytała nagle odkładając kubki na stolik do kawy. Caroline bardzo zaskoczyło to pytanie. Szczerze mówiąc, nie spodziewała się go i nie wiedziała co powiedzieć. – Caroline  – mówiła powoli. – możesz mi zaufać. – dotknęła jej dłoni bardzo delikatnie, jak gdyby jej dłoń była piórkiem opadającym na jej ciało.
- To dość… skomplikowane. – powiedziała cichutko.
- Bił cię.? – spytała wprost. – Bił cię prawda.?
- Nie.
- Więc o co chodzi.? – Caroline nie była pewna jaką decyzję ma podjąć. Z jednej strony Stella była dla niej całkiem obcą kobietą, ale z drugiej strony ona też była dla niej kompletnie obca, a jednak przyjęła ją pod swój dach. Zaufała jej. Caroline powinna zrobić to samo.
- Lepiej usiądź wygodnie. – odparła po chwili. – Bo to co ci powiem może bardzo tobą wstrząsnąć. – Caroline tylko przez chwilę obserwowała jak kobieta usadawia się na łóżku. Później spuściła wzrok i zaczęła mówić.
- Widzisz. – zaczęła. – Wszystko rozpoczęło się od śmierci mamy. Jak wiesz ojciec pije od tamtej pory. Najpierw było to tylko zwyczajne picie do posiłków, jednak z czasem zaczął pić więcej i więcej i więcej, aż w końcu… stało się to jego nałogiem. Od tamtej pory nie znalazł sobie nowej partnerki. – Caroline zrobiła małą pauzę. – I od wtedy on… on mnie… wykorzystywał mnie żeby…  - nie dała rady dokończyć, gdyż łzy zalały jej oczy i zaczęła płakać. Stella jednak szybko domyśliła się co miała na myśli, gdyż czym prędzej usiadła obok niej na łóżku, przyciągnęła ją do siebie, i mocno, mocno objęła.
- Boże. – wyszeptała po chwili łaskocząc przy tym ustami ucho Caroline. – Co się z nim stało. – Stella prawdopodobnie mówiła sama do siebie (bądź myślała na głos), to było nieważne. Najważniejsze było to, że ktoś w końcu dbał o Caroline, i szczerze mówiąc, podobało jej się to. Było to całkiem miłe. Po chwili dziewczyna zrobiła coś, czego by się nigdy po sobie nie spodziewała.
- Nie zostawiaj mnie, proszę. – objęła Stellę z całych sił i zaczęła jeszcze bardziej płakać, przez co jej słowa były jeszcze bardziej niewyraźne. Po mimo to Stella najwidoczniej rozumiała ją doskonale. Zaczęła gładzić ją po włosach. Nie tak jak ojciec. Inaczej. Delikatniej. Robiła to w sposób, który sprawiał Caroline przyjemność, a nie odrazę do samej siebie. – Nie chce się już bać.- płakała.
- Wiem kochanie. – wyszeptała Stella. – Nie dam cię skrzywdzić już nigdy więcej. – przygarnęła ją jeszcze mocniej do siebie. – Obiecuję. – tym razem wyszeptała jej to wprost do ucha. Gdyby patrzył na nie ktoś całkiem obcy pomyślałby, że są matką i córką, jednak nie były. Były sobie całkiem obce, a jednocześnie tak bliskie. Uczucie, którego doznawała Caroline będąc blisko Stelli było nie do opisania. Czuła się bezpiecznie i dobrze, jak nigdy dotąd.
Nie pamięta kiedy, jak i o której zasnęła. Prawdopodobnie była zmęczona. Obudziła się w środku nocy, było chyba około 4 nad ranem. Poczuła, że ma mdłości. Szybko wstała z łóżka i pobiegła do łazienki. Jej przeczucia okazały się trafne. Wymiotowała. Nie było to nic przyjemnego. Gdy skończyła, usiadła i powoli oparła głowę o zimną wannę. Nagle w ciszy usłyszała pikanie. – Jakby budzik dzwonił. – pomyślała. I tym razem się nie pomyliła. Po chwili w progu drzwi łazienki stanęła zdziwiona Stella.
- Obudziłam cię.? – spytała zdławionym głosem Caroline.     
- Nie. – odparła uprzejmie Stella. – Ach tak. – dodała po chwili. – Zapomniałam wspomnieć ci, że o 4:20 wstaję do pracy. – popatrzyła na nią. – Jednak byłam pewna, że będziesz jeszcze spała. – Caroline odwzajemniła spojrzenie. – Czy wszystko w porządku.? 
- Niezupełnie. – odparła ściszonym głosem.
- Co to znaczy niezupełnie.? – spytała wyraźnie zaniepokojona Stella. – Czy mam dzwonić po karetkę.? – w pierwszej chwili Caroline chciała odpowiedzieć: „tak”, ale nie miała zamiaru robić z siebie ofiary.
- Nie potrzeba. – wyszeptała z niewyraźnym uśmiechem.
- Na pewno.? – zapytała. – wyglądasz bardzo blado, - pochyliła się nad nią. – do tego wymiotowałaś prawda.? – dziewczyna pokiwała twierdząco głową. Stella tylko westchnęła cicho.
- Mogę zostać dziś w domu.? – spytała po chwili milczenia Caroline.
- Nawet musisz. – skwitowała. – Będę spokojniejsza wiedząc, że jesteś w domu i masz pod dostatkiem wszystko, czego mogłoby zabraknąć w szkole. – w tym samym momencie wyciągnęła rękę do dziewczyny. Caroline chwyciła ją bez chwili wahania.
- Powoli. – wyszeptała Stella. Dziewczynie było bardzo ciężko się podnieść. Czuła się ociężała, osłabiona i senna.
- Długo spałam.? – spytała siadając powoli na łóżku.
- W sumie to chyba z 3 godziny. – Caroline cały czas kręciło się w głowie. – Może zostanę w domu, - myślała głośno Stella. – no wiesz, żeby mieć cię na oku. – dodała z lekkim uśmiechem.
- Dziękuję, że się tak o mnie martwisz, - wymamrotała Caroline tak bardzo wyraźnie jak tylko mogła. – ale nie możesz nie otworzyć sklepu tylko dlatego, że mam lekkie mdłości. – dodała opierając się na łokciach.
- Lekkie mdłości.? – spytała z irytacją Stella. Jesteś bledsza, niż szkolna kreda. Bardziej sinych ust nie widziałam nawet u nieboszczyka. Po twoim czole leje się morze potu. Najprawdopodobniej masz gorączkę. – spojrzała na nią surowo. – I ty będziesz mi wciskać kity, że wszystko jest dobrze.? – gołym okiem można było dostrzec jej oburzenie.
- Ale sklep…
- Chrzanić ten cholerny sklep.! – wykrzyknęła Stella, jednak niezbyt głośno, gdyż najwidoczniej zdała sobie sprawę, że Caroline ma bóle głowy. – Przecież nie jest on jedynym sklepem w całym Valentine.! – tym razem nie opanowała emocji i wykrzyknęła z całej siły.
- Przepraszam, - odparła spoglądając spode łba na dziewczynę, która kręciła się na łóżku szukając pozycji, która umożliwiłaby jej mniejsze odczuwanie bólu. – poniosło mnie. – dodała ściszonym tonem.
- W po- rzą- dku. – powiedziała, a właściwie wyrecytowała Caroline. – Nie chce ty- lko a- byś…– reszta zdania nie zdążyła wydostać się z jej ust, gdyż gwałtownie zerwała się z łóżka i pobiegła do łazienki. Znów wymiotowała. Czuła się jeszcze gorzej niż wcześniej. – Co jest do cholery.? – pomyślała. – Przecież jeżeli żołądek się opróżnia to człowiek czuje się lepiej, a nie gorzej. – nie licząc tego, że była osłabiona, i doznawała wrażenia jakby zaraz miała zwrócić swój żołądek, wszystko było cudownie. Kręciło jej się w głowie. Z każdym oddechem czuła się coraz gorzej. Miała wrażenie jakby było z 40°C. Nie miała siły krzyczeć, bo za każdym razem kiedy otwierała usta chciało jej się wymiotować. Oczy same jej się zamykały, jednak nie dawała za wygraną. Bała się zasnąć. Bała się, że gdy zamknie oczy już nigdy ich nie otworzy. Nie chciała zostawiać Stelli, gdyż bardzo ją polubiła. Przede wszystkim jednak nie mogła zostawić Erika. Potrzebował jej. Tylko ona mogła mu pomóc. Tylko ona wiedziała co stało się naprawdę. Tylko ona wiedziała dlaczego Erik jest ciężko ranny i leży w szpitalu zamiast niej. Tylko ona wiedziała dlaczego i dzięki komu jeszcze żyje. Wstała powoli i żółwim krokiem zeszła na dół. Z racji, że na zewnątrz robiło się już jasno do pokoi dostało się na tyle światła, aby można by je od siebie odróżnić. Bez większego problemu trafiła do kuchni. Nalała sobie wody. Wypiła ją niezwykle szybko. Była spragniona. Odczuła ulgę. Zaraz jednak stwierdziła, że nie był to dobry pomysł. Woda cofnęła jej się z żołądka do gardła i… zaczęła pluć. Nie wymiotowała, ale pluła, wypluwała swoją własną ślinę. Czuła jak ucieka z niej życie. Nie miała sił. Najprawdopodobniej się odwodniła. Upadła na ziemię. Zapadła długa ciemność.
Kiedy się obudziła pierwszym co zobaczyła była twarz Stelli. Była zmęczona. Wyglądała jakby nie spała przez całą noc.
- Jak się czujesz.? – spytała po chwili.
- Szczerze mówiąc lepiej. – odparła z uśmiechem. Była to w 100% prawda. Caroline czuła się jakby ktoś zdjął z niej najcięższy kamień. Bóle głowy ustały. Gorączka prawdopodobnie spadła. Jedynie mdłości nadal się trzymały, ale nie były aż tak silne. – Co się stało.? – zapytała powoli się podnosząc.
- Nie mam pojęcia. Ubrałam się i sądząc, że jesteś w łazience zajrzałam tam, ale cię nie było. Zeszłam więc na dół. Przeszukałam wszystkie pokoje z wyjątkiem kuchni. – odparła. – To tam cię znalazłam.
- Czyli zemdlałam.? – Caroline była tego pewna, jednak miło byłoby usłyszeć, że jest się w błędzie.
- Na to wychodzi. – odparła spokojnie Stella.
- Czy w kuchni znalazłaś coś.. – Caroline próbowała znaleźć odpowiednie słowo. „Dziwnego” było zbyt… niedopasowane do sytuacji, poza tym, to słowo mogło wywołać u Stelli niepotrzebną panikę. – interesującego.? – zdecydowała się po dłuższym namyśle.
- Chodzi ci o kałużę twojej śliny, w której cię zastałam.? – spytała. Caroline domyśliła się, że kobieta od samego początku wiedziała o co ma zamiar spytać.
- Dlaczego ją straciłam.? – spytała, jednak szybko stwierdziła, że źle zadała pytanie. – Dlaczego plułam śliną, a nie wymiotowałam, tak jak do tej pory.? – poprawiła się. Stella wzruszyła ramionami, jednak nie w sposób lekceważący. Zrobiła to w bardzo spokojny i opanowany sposób.
- Być może twój organizm stracił cały pokarm i nie miał już czego zwracać. – wyszeptała po chwili. – Czułaś mdłości, ale nie miałaś czego zwymiotować, więc zaczęłaś pluć własną śliną. – dodała. Caroline pamiętała to zdarzenie, jakby wydarzyło się minutę, a nie godzinę temu. Na samą myśl o tym, co przeszła zrobiło jej się nie dobrze, i znów powróciły zawroty głowy. Dziewczyna zamknęła oczy i opadła na poduszkę bezsilna i osłabiona.
- Czy gdybym faktycznie utraciła cały pokarm, to czy obudziłabym się po upadku.? – spytała spod zamkniętych powiek.
- Sądzę, że tak.
- Dlaczego.?
- Dlatego, że wymioty nie są czymś zagrażającym życiu głuptasku. – Stella lekko się uśmiechnęła, jednak Caroline to wystarczało do spieczenia raka.
- Przepraszam. – odparła. – Naprawdę źle się czuje i przez to nie myślę logicznie.
- To normalne.
- Naprawdę.?
- Jasne. Twój umysł jest zbyt zmęczony by myśleć.
- Skąd to wszystko wiesz.?
- Moja ciotka kiedyś chciała wyuczyć mnie na pielęgniarkę. – Stella zamyśliła się. – Nienawidziłam wkuwać tych wszystkich regułek, ale jak widać jednak się to przydaje. – lekko szturchnęła Caroline w ramię. Dziewczyna zrobiła to samo.
- Jak się czujesz.? – spytała znienacka Stella.
- W porządku.
- Mam pewien pomysł.
- Tak.?
- Ja nie mam zbyt modnych ubrań, a założę się, że nie zbyt podoba ci się wizja chodzenia w tym samym odzieniu dzień w dzień.
- Co chcesz przez to powiedzieć.?
- Może podjechałybyśmy do ciebie po resztę ubrań.? – Caroline znieruchomiała. Na język nasuwało jej się tylko jedno pytanie, które musiała zadać Stelli zanim straci odwagę.
- Czy ty proponujesz mi żebym z tobą zamieszkała.? – Stella spojrzała na nią z szerokim uśmiechem.
- Chyba tak. – Caroline rzuciła się na Stellę i przytuliła ją najmocniej jak potrafiła.
- Kocham cię. – wyszeptała jej do ucha. – Tak bardzo cię kocham.
- Ja ciebie również. – Stella także wyszeptała jej to wprost do ucha.
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz