Zamknęła się w pokoju… płakała, czekała tylko na moment, aż ojciec dowie się, że prawie pocałowała Erika! Już prawie mogła zostać dziewczyną miłości swojego życia, ale jak zwykle coś musiało nie wypalić, normalka .
Siedziała w pokoju sama dosyć długo, co było dziwne, bo nastał wieczór, a ojciec nie dobijał się do drzwi.
- Czyżby mój tatulek nie był głodny.? – burknęła ironicznie. Dyskretnie wyszła z pokoju, rozglądała się po domu, jednak w żadnym z pomieszczeń nie zastała ojca. - Wyszedł.? Ale gdzie.? Po co.? – w głowie dziewczyny nagle narodziło się z milion pytań, była zaskoczona tym, że już drugi raz w ciągu dnia jest sama, co oczywiście było piękne, ale przy tym podejrzane.
Około północy Caroline usłyszała otwierające się drzwi od domu, jak co noc mocno trzymała kołdrę, bała się. Czekała dosyć długi czas, ojciec nie przyszedł. Dziewczyna wsłuchiwała się w głuchą ciszę, nagle usłyszała chrapanie. Doznała spokoju. Noc z soboty na niedzielę była najlepszą nocą Caroline odkąd skończyła 11 lat.
Wstała około godziny 11:00, po raz pierwszy była wyspana. Jakąś godzinę później wstał ojciec. Pierwszymi słowami jakie wydobyły się z jego słów było tradycyjne „Caroline, śniadanie !
Gdy ojciec zajadał się śniadaniem, ktoś zadzwonił do drzwi. Kiedy dziewczyna otworzyła drzwi była zaskoczona tym, co ujrzała.
- Erik. – wyszeptała.
- Cześć.
- Skąd wiesz gdzie mieszkam.?
- Tajna szkolna baza danych.
- Nie taka tajna. – zażartowała.
- Dlaczego wczoraj uciekłaś.?
- Bo widzisz… - Caroline miała zamiar odpowiedzieć, jednak przerwał jej ojciec.
- Kochanie szykuj się, bo to, że wieczorem dałem ci spokój, to nie znaczy, że dam ci go teraz. Czekam w sypialni. – dziewczyna miała ochotę zapaść się pod ziemię, nie mogła patrzeć na Erika.
- Erik… ja….
- Nie tłumacz się, rozumiem wszystko. – próbowała go zatrzymać, jednak chłopak wybiegł jak wicher.
- Erik, zaczekaj!
- Erik… - chciała mu wszystko wytłumaczyć, jednak chłopak wszedł jej w zdanie.
- Nie mów już nic. Uważałem cię za super dziewczynę, to, że byłaś zamknięta w sobie w ogóle mi nie przeszkadzało, ale to, że śpisz ze swoim ojcem… brzydzę się ciebie. – chciało jej się płakać, wiedziała, że już go nie odzyska, jednak walczyła dalej.
- To nie tak!
- A więc jak.?.?
- On… zmusza mnie… nie mam wyjścia.
- Zawsze jest jakieś wyjście. – rzucił szorstko.
- Weź zadzwoń do mnie jak już skończysz z… z tym ok..? – zawsze żegnał ją przytuleniem bądź całusem, a dziś było zupełnie inaczej, był oschły, bezuczuciowy, po prostu, jak każdy. Caroline przez całą drogę do domu płakała. Nie mogła przestać. Kompletnie zapomniała o czekającym na nią ojcu, z resztą nawet nie chciała pamiętać.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz