środa, 9 lipca 2014

Rozdział VI

Wróciła do domu, dziś wyjątkowo nie poszła na łąkę, nie chciała tam chodzić, to miejsce było zbyt bardzo związane z Erikiem, aby mogła tam spokojnie chodzić, i śpiewać, i robić wszystko co kocha. Przez całą drogę myślała, czy spytać się ojca o wczoraj, jednak nie miała ochoty usłyszeć wersji, której usłyszeć nie chce nikt. Do „pieszczot” ojca zdążyła się już przyzwyczaić, ale jeżeli została zgwałcona przez obcego człowieka, w dodatku włamywacza poczuje się bardzo, bardzo upokorzona. Postanowiła na razie nie poruszyć wrażliwej sprawy nocnego wydarzenia.
Nareszcie doszła do domu, pociągnęła za klamkę, jednak drzwi były zamknięte, a ona nie wzięła zapasowego klucza… czyżby los tak chciał.? Caroline pobiegła na łąkę, wyciągnęła notes, i zaczęła pisać. Gdy skończyła postanowiła ułożyć podkład do swojego dzieła, więc zaczęła śpiewać na głos.

I always needed time on my own
I never thought I'd need you there when I cry
And the days feel like years when I'm alone
And the bed where you lay
Is made up on your side
When you walk away
I count the steps that you take
Do you see how much I need you right now?

When you're gone
The pieces of my heart are missing you
When you're gone
The face I came to know is missing too
When you're gone
All the words I need to hear to always get me through the day
And make it okay
I miss you

I've never felt this way before
Everything that I do
Reminds me of you
And the clothes you left
They lie on my floor
And they smell just like you
I love the things that you do
When you walk away
I count the steps that you take
Do you see how much I need you right now?

When you're gone
The pieces of my heart are missing you
When you're gone
The face I came to know is missing too
When you're gone
All the words I need to hear to always get me through the day
And make it okay
I miss you

We were made for each other
Out here forever
I know we were
Yeah, yeah
And all I ever wanted was for you to know
Everything I do I give my heart and soul
I can hardly breathe, I need to feel you here with me, yeah

When you're gone
The pieces of my heart are missing you
When you're gone
The face I came to know is missing too
When you're gone
All the words I need to hear will always get me through the day
And make it okay
I miss you

Poczuła się wtedy jakby zrzuciła z siebie najcięższy z kamieni. Poczuła, że zrywa się do lotu, niczym motyl, gdy nagle doznała wrażenia jakby obserwowana, obróciła się, stał za nią ojciec!
- Piękna piosenka. – stwierdził. - Twoja matka kiedy tylko cie zobaczyła od razu stwierdziła „James, Caroline dostała niezwykły dar, nie możemy go zmarnować”. Teraz widzę, że się nie myliła. – Caroline przeczuwała, że ojciec jest zbyt spokojny, i że jego spokój doprowadzi do czegoś okropnego. - I tak jak matka, nie pozwolę ci stracić tego daru. – ojciec przyciągnął ją do siebie. - Jutro twoje urodziny, skończysz 18 lat, czas, abyś i Ty została matką. – Próbowała się wyrwać, jednak ojciec był zbyt silny, krzyczała , chciała uciec. - Idziemy do domu, i radze ci się nie szarpać, bo może się to dla ciebie skończyć gorzej, niż poprzednim razem. – Caroline teraz zrozumiała, że mieszka pod jednym dachem z potworem! Nagle… zza drzewa wybiegł Erik!
- Zostaw ją! – krzyknął. - Uciekaj, Caroline uciekaj! – Biegła tak szybko jak mogła. Kiedy oddaliła się na tyle, że czuła się bezpiecznie. Spoglądała z ukrycia na dom, i czekała, aż ojciec wejdzie do środka. Po 10 minutach wrócił do domu.
Caroline ukradkiem pobiegła na łąkę. Nigdy by się nie spodziewała tego, co tam zastała, nawet po ojcu. Erik leżał nieprzytomny z rozbitą głową! Dziewczyna natychmiast wezwała pogotowie przybyli po 5 minutach, zabrali Erika. Powiedzieli Caroline, że może go odwiedzić jutro z rana. Była wściekła, zrozpaczona i smutna. Sama nie wiedziała co czuła. Czuła tylko wściekłość, mogła znieść wszystko, ale to ojcu płazem nie ujdzie.
Wróciła do domu. Ojciec czekał na nią w salonie. Siedział w swoim ulubionym fotelu. Postanowiła, że będzie go ignorować, jednak okazało się to niemożliwe, gdyż gdy tylko chciała wykonać jakąkolwiek czynność blokował jej drogę.
- Puść mnie. – powiedziała łagodnie. - Puść mnie. – powtórzyła wyższym tonem. - Puść mnie! – w końcu wykrzyknęła.
- Pozwalasz sobie na zbyt dużo moja droga. – po mimo wrzasków Caroline, ojciec nie odwzajemniał jej emocji.
- Nienawidzę cie.
- Chce porozmawiać.
- Ale ja nie chce.
- Słuchaj, próbowałem po dobroci, ale skoro myślisz, że możesz mnie ignorować, to się mylisz. Należysz tylko do mnie, i żaden chłopak tego nie zmieni. – w tamtej chwili czuła się okropnie, była przerażona, bała się , że ojciec ją uderzy, chociaż nie robił tego od dłuższego czasu. - Od dzisiaj nie wychodzisz z domu, idziesz tam gdzie ja ci powiem, i wtedy kiedy ci powiem.
- Jesteś naprawdę piękna, tak jak twoja matka.
- Nie. – Caroline złapała rękę ojca i odepchnęła go. - Nie chce abyś mnie dotykał, nie chce abyś do mnie mówił, nie chce cie znać. Już nigdy nie będzie tak jak kiedyś, bo dziś przeszedłeś samego siebie! – Czuła tylko wściekłość, najchętniej uciekłaby z domu, ale kłania się pytanie, dokąd ucieknie.? Kto ją przyjmie.? Czy ojciec będzie jej szukał.? Musiała znieść swój najgorszy koszmar. Wyszła z kuchni i spokojnym krokiem skierowała się w stronę swojego pokoju. Była pewna, że wszystko będzie dobrze, jednak myliła się. Poczuła silny ból z tyłu głowy, upadła.
Obudziła się rano o 5:45, była przerażona. Jej nogi były posiniaczone, z prawego policzka leciała krew, bielizna była tradycyjnie zsunięta, dobrze wiedziała co się stało. Z ledwością wstała z łóżka i podeszła do lustra wiszącego nad szafą. Na prawym policzku widniała blizna w kształcie litery c, jak Caroline. Próbowała zatamować cieknącą krew, na próżno. Dziś nie poszła do liceum, musiała odwiedzić Erika i powiedzieć mu co czuje, zanim będzie za późno. Wymknęła się z domu po cichu i pobiegła w stronę szpitala.
Dotarła na miejsce, jednak tam nie zastała zbyt miłej niespodzianki. W szpitalu oprócz niej na rozmowę z Erikiem czekała także Sofie. Caroline udało się przemknąć będąc przez nią niezauważoną. Weszła do pokoju, w którym znajdował się Erik, chciało jej się płakać. Był cały posiniaczony, miał podbite oko i rozciętą wargę, od lekarzy dowiedziała się również, że prawdopodobnie ma złamaną nogę. Podeszła do niego, chciała złapać go za rękę, kiedy do pokoju wszedł lekarz.
- Co Ty tutaj robisz.? – posłał jej surowe spojrzenie. - Do Erika jeszcze nie wolno wchodzić.
- Panie doktorze co… co… Ty .? – w tym samym momencie do pokoju weszła Sofie. - Mówiłam ci, abyś nie zbliżała się do Erika.
- Drogie panie. – w tamtej chwili obydwie uważnie wpatrywały się w doktora. - Widzę, że obydwu paniom bardzo zależy na przebywaniu w tym pomieszczeniu, zgodzę się, ale ma się obejść bez sprzeczek, kłótni i awantur.
-Ale. – zaprotestowała Sofie.
- Żadne ale. - rzekł surowo doktor, po czym dodał. - Albo pani się uspokoi, albo będę zmuszony wyprowadzić panią z tego oto pokoju. – Sofie była wściekła, cała wina poszła na nią, a Caroline wyszła na niewinnego aniołka. Doktor wyszedł.
- Co ty sobie wyobrażasz co.? – wysyczała przez zęby Sofie.
- Nie do końca rozumiem.
- Nie udawaj idiotki. Dobrze wiedziałaś, że masz się trzymać z dala od Erika. On jest tylko mój i nikomu…
- Nie chce go ci odebrać Sofie. – skłamała Caroline. To chyba było najgorsze kłamstwo jakie kiedykolwiek powiedziała. Sofie wyraźnie zaskoczyła ta odpowiedź.
- Więc czego chcesz.?
- Chce tylko coś przekazać Erikowi, nic więcej.
- Co.?
- To dosyć osobista sprawa.
- Przestań marudzić i gadaj. – rozkazała Sofie.
- Dlaczego cię to tak interesuję.?
- Już wiele razy ci to wspomniałam, ale chyba do tego małego móżdżka nic nie dociera. – Sofie zrobiła pauzę. – Ja i Erik chodzimy ze sobą, i jak to pary, nie mamy przed sobą żadnych tajemnic. Żadnych. – te słowa bolały najbardziej. Tych słów Caroline nigdy nie chciała usłyszeć. To te słowa raniły ją bardziej niż jakikolwiek nóż.
- Więc powiesz mi co mam mu przekazać, po czym sobie pójdziesz i będziemy żyć w zgodzie, czy chcesz prowadzić ze mną wojnę.? – uśmiech Sofie, ironiczny uśmiech. Był nie do zniesienia.
- Posłuchaj Sofie. – Caroline starała się bardzo starannie dobrać słowa. – Nie obraź się… ale nie ufam ci. – Sofie parsknęła śmiechem.
- A niby co chcesz mu powiedzieć.? Że pieprzysz się ze swoim ojcem.? Myślisz, że się nie domyśla.? – skąd ona wiedziała.? Kto jej to do cholery powiedział.? To prawda, że nagrywała ją i Erika, ale tylko tyle. Skąd Sofie wiedziała, że ojciec ją gwałci.?
- Skąd o tym wiesz.? – Caroline nie miała zamiaru zadawać tego pytania, jednak ono samo wypłynęło z jej ust. Sofie już miała odpowiedzieć, kiedy obydwie zorientowały się, że Erik się budzi.
- Możesz się jeszcze wycofać. – szepnęła jej na ucho.
- Nawet gdybym chciała, to niby jak mam ci przekazać skoro Erik się budzi.?
- Ojoj, faktycznie. – odparła z ironią Sofie. – No cóż, peszek.
Sofie podeszła do łóżka Erika zostawiając Caroline samą ze swoimi myślami. Po chwili Erik powoli otworzył oczy i delikatnie zaczął opierać się na łokciach, żeby (tak się bynajmniej zdawało) lepiej się rozejrzeć.
- Gdzie ja jestem.? – wymamrotał spokojnie.
- W szpitalu, miałeś… - Sofie zrobiła małą przerwę patrząc przez chwilę na Caroline. – wypadek.
- Jesteśmy sami.?
- Niestety… w twoim pokoju zalęgł się pewien robaczek, którego nie mogłam się pozbyć… - znów zrobiła niewielką przerwę pomiędzy zdaniami. – przepraszam, zaschło mi w gardle. – odparła. – wracając do tego robaczka, to…
- Sofie, po prostu powiedz mi kto to jest.
- Dobrze. – wzruszyła ramionami po czym przesunęła się na bok, aby Erik mógł ujrzeć Caroline. Widać było, że jest zaskoczony jej wizytą , lecz niewiadomo czy się cieszy, czy też nie. Przez dłuższą chwilę siedział niczym opętany.
- Kochanie.? – Sofie usiadła koło niego na łóżku. Żadnego odzewu. – Skarbie.? – znów spróbowała, jednak i tym razem bez skutku. Sofie spiorunowała Caroline wzrokiem.
- Chodź tutaj. – powiedziała.
- Dlaczego.?
- Chodź tutaj powiedziałam.! – wyszczerzyła zęby. Caroline posłusznie, niczym piesek podeszła do Sofie i Erika.
- Zrób coś. – nakazała.
- Nie do końca rozumiem. – Sofie przewróciła oczami.
- Powiedz coś.
- Co.? – w pokoju zapadła cisza, jednak nie na długo.
- Jego imię.
- Dlaczego.?
- Chce coś do cholery sprawdzić jasne.?! – wykrzyknęła Sofie. Caroline przez dłuższą chwilę wpatrywała się we wściekłą dziewczynę, później jednak uległa.
- Erik.? – wyszeptała.
- Głośniej nie potrafisz.? – syknęła. – Przecież cię nie zeżrę.
- Erik, wszystko w porządku.? – w tym momencie Erik potrząsnął głową niczym pies po kąpieli.
- Co.?
- No nie wierzę. – wściekłość Sofie pomału malowała się na jej twarzy.
- Ale w co.?
- Ty, – zwróciła się do Caroline. – to jeszcze nie koniec. – teraz spojrzała na Erika. – Natomiast z tobą porozmawiam kiedy tylko stąd wyjdziesz. – spiorunowała obydwoje wzrokiem po czym z trzaskiem zamknęła drzwi, wybiegła ze szpitala.
- Caroline. – Erik przerwał niezręczną ciszę.
- Tak.?
- Po pierwsze mogłabyś usiąść.? Dziwnie się czuje kiedy stoisz.
- Jasne. – Caroline usadowiła się w kąciku łóżka.
- A teraz drugie pytanie. – odparł widząc, że dziewczyna siedzi wygodnie.
- Dlaczego tutaj przyszłaś.? – Caroline zrobiło się smutno. Nigdy nie przypuszczałaby, że Erik zada jej takie pytanie. Chociaż w sumie po ostatnich wydarzeniach nie miała pretensji o to, że Erik czuje do niej wstręt i, że jest na nią wściekły jak właściciel na psa za pogryzienie ulubionych butów. Może nawet jeszcze gorzej.
- Chciałam cię odwiedzić i zobaczyć jak się czujesz… - wahała się, nie była pewna co powinna powiedzieć, aby odzyskać chociaż garstkę zaufania Erika. - bardzo się przestraszyłam, gdy zobaczyłam co zrobił ci ojciec… od razu wezwałam pogotowie.
- Posłuchaj. – zaczął. - To, że ci pomogłem, to dlatego, że nie toleruje przemocy wobec dzieci. Poza tym po tym co usłyszałem mogę mieć pewność, że cię zmusza to prawda. – powiedział, ale za chwilę dodał. - Ale to nie usprawiedliwia cię od tego, że jednak to robisz. – Caroline uznawszy, iż Erik skończył mówić chciała wszystko wytłumaczyć, jednak on jej przerwał. - Mogę ci przysiądź jedynie tyle, że po mimo wszystko nie odwróciłem się od ciebie, jednak w pierwszej chwili było mi naprawdę ciężko. – Caroline nie mogła uwierzyć w to, co właśnie usłyszała. Była wzruszona, ale jednocześnie oburzona. Wzruszyło ją to, że Erik o niej nie zapomniał, jednak faktem było również to, że nie rozmawiał z nią tak jak kiedyś, bo może nawet nie chciał, no i to, że prowadzał się z Sofie.
- Rozumiem cię. – odparła po chwili milczenia. Było im ciężko ze sobą rozmawiać. Momentami Caroline miała przeczucia jakby Erik wcale nie przestał czuć do niej tego co czuł, a z Sofie prowadza się jedynie po to, aby nie utracić reputacji i szacunku znajomych.
- Możesz mi odpowiedzieć na jedno pytanie.?
- Jasne.
- Ta piosenka, którą śpiewałaś za nim twój ojciec… czy długo już… dlaczego akurat…
- To chyba więcej niż jedno pytanie..? – zażartowała po chwili.
- Chyba tak… - odparł również w żartobliwej formie, jednak już słabiej i ciszej niż wcześniej.
- Erik wszystko w porządku.??!! – przestraszyła się, bała się o niego, bała się czy nie wystąpią jakieś skutki uboczne. Dopiero teraz zrozumiała jak bardzo silne są jej uczucia do Erika. W tym momencie do pokoju wbiegł lekarz, kazano Caroline wracać do domu i tyle widziała Erika.

* Tekst piosenki Avril Lavigne „When You’re Gone”


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz